Wyświetlono wypowiedzi wyszukane dla słów: Najpiękniejsze budowle na świecie





Temat: My, Oni, Młotkowy Siekiera i Tigerpolacy
Myśmy tak stygrysieli, czy wyście zeszczurzeli?
Młotkowy! Zdecydujcie wy się w ktorąś stronę!

Albo Polonia jest popychlami, szczuropolakami, z trudem utrzymującym się przy
życiu śmieciem na dnie rynsztoka w Chicago albo na Greenpoincie, co to
krajowym nadludziom i ich eleganckiemu, arystokratycznemu stylowi życia do
pół pięty nie dorasta; wtedy powinniście przybrać szaty filantropa-
humanitarysty, i jako narodowa Matka Teresa, z pobudek chrześcijansko-
humanitarnych, wysyłać Polonii paczki z jedzeniem, żeby nie szczezła z glodu
na wrogiej Polakowi obczyżnie.

Warszawska fundacja charytatywna "Mądra Jola" na pewno z rozkoszą sfinansuje
takie skromne paczki dla odtrąconych przez świat polskich wygnańców: pół
litra żytniej, chleb razowy, kapusta kiszona i abonament TV Polonia.

Albo też Polonia jest, jak to widzi Senat RP, pan poseł Giertych i
Stowarzyszenie 'Wspólnota Polska', waszymi braćmi witanymi wiwatami,
posiadaczami magicznej pompy do zielonych, potencjalnymi inwestorami i
nadzieją na wybawienie z obecnej cienizny i mizerii, jakie żeście sobie
demokratycznie w kraju zainstalowali; w takim razie postępujcie z nią tak,
jak należy z potencjalnymi inwestorami postępowac, to znaczy starajcie się
inwestorom ich inwestycji gruntownie z góry nie obrzydzić.

Wygląda na to, że w polskim pępku Wszechświata, czyli w środku obszernej
macicy Macierzy macie, póki co, taki nieco schizofreniczny konflikt celów. Z
jednej strony chcielibyście od Polonii dostawać - za friko naturalnie -
pieniądze, inwestycje, stypendia, prezenty, poparcie polityczne w walce ze
złym Jankesem o wolność pracy na czarno, zaproszenia od wujka na
sześciomiesięczne "urlopy wypoczynkowo-turystyczne" w Ameryce dwa razy do
roku, bilety na samolot, żebyście mieli czym na ten wypoczynek przylecieć,
wikt, kwaterę, opierunek oraz pilnowanie za was tych interesów Pomrocznej,
których sami przypilnować nie potraficie.

Ale z drugiej strony natomiast, to wy byście chcieli, żeby pomimo spływającej
na was polonijnej szczodrości nie wyszło tak, że wy tylko bierzecie pieniądze
i prezenty, w zamian wystawiacie krzywą mordę do pocałowania, i szlus. Ma
wyjść tak, że to wy jesteście prezentem od Opatrzności i jej
błogosławieństwem dla świata, najpiękniejsi i najmądrzejsi, ludzie sukcesu,
Chrystus Narodów i Młode Tygrysy Nowej Europy. A te pieniądze i podarki to
są słusznie wam należne wota dziękczynno-modlitewne, u waszych stóp składane
w podziękowaniu za to, że istniejecie; a wszyscy inni, z Polonią na czele, to
som obcy, zdrajcy i szczury.

Albo, albo, młotkowy - jak wy w tej macicy Macierzy jestescie tygrys, a my w
naszych ponurych suterenach som szczury, co niedługo z tęsknoty za Ojczyzną i
tak wyzdychają, no to jak to jest, kurdebalans, że się ciągle jakiś tygrys po
coś z czapką w ręku, do nas, szczurów, zgłasza?

Tygrysy nas bardzo chętnie w naszych ponurych szczurzych norach wizytują,
nasze okropne szczurze żarcie wcinają, aż im się uszy trzęsą, naszymi
skisłymi szczurzymi pomyjami popijają aż im grdyka lata, a kołnierzyki im się
wycierają, tak głową krecą, czujnie wyglądając nowych, drogich szczurzych
prezentów.

No i te wizytujące turystycznie tygrysy również co i raz rzucają nam,
szczurom, czytelne aluzje, że one bardzo by chciały w tej naszej obrzydliwej
szczurzej norze sobie trochę pomieszkać, w naszym wyścigu szczurów trochę
pobiegać, a serek w nim zdobyty wywieźć do Ojczyzny; wszak Ojczyzna w
potrzebie, pomimo ogólnego boomu i prosperity, trzech samochodów na głowę i
pysznego jedzenia, co leży stosami na ulicach tygrysich miast i wsi.

No to jak to jest, tygrys? Myśmy tak stygrysieli, czy wyście zeszczurzeli?

======
Zaparz kawę, nastaw cichą muzykę, usiądż wygodnie przed monitorem, wyluzuj się. Wczuj się w sygnaturkę. Pozwoli ci zrozumieć kto to MY, a kto ONI, co to pomroczność a co normalność, i na czym konkretnie różnica miedzy pomrocznością a normalnością polega. Na przykladzie jednej trywialnej czynności urzędowej w czterech krajach, sygnaturka pouczy, czym się różni obywatel od podkomendnego, a Pierwszy Świat od Trzeciego. Ucząc - bawi, bawiąc - uczy, dlaczego nie jest stanem normalnym standardowa pomroczna praktyka administracyjna kiedy to, zamiast sprawnie i bez emocji załatwić obywatelowi jego prostą jak cep sprawę, pomroczna klasa urzędnicza ulepi ci z gówna makietę Taj Mahal naturalnej wielkości i zaprosi na wycieczkę po korytarzach, oświadczajac z dumą, ze w majestacie tej budowli czuć wielkość i siłę państwa. Zwłaszcza po zawietrznej.






Temat: zagrabione kościoły
Kto budował cerkwie we Lwowie
KTO BUDOWAŁ CERKWIE WE LWOWIE.

W Jeleniej Górze, 8 marca 1990 roku o godzinie 7 minut 40 rano
nastawiłem telewizor na program moskiewski. Nadawano koncert
skrzypcowy. Jak zazwyczaj w telewizji moskiewskiej mistrzowska gra,
koncertował Jerzy Korczyński, lwowski skrzypek. Koncert ilustrowany
był widokami miasta, mojego miasta, Stryjski Park, Podwale, katedra
łacińska, kaplica Boimów, Bernardyni, Dominikanie, galeria malarstwa
i Teatr Wielki. Kamerzysta umiejętnie manewruje, aby nie pokazać
pomnika Kilińskiego w parku, lub główki Gorgolewskiego w teatrze,
unika zbliżeń obrazów.

Bez żadnego komentarza pokazano polski Lwów. Jednak nie pokazano
lwowskich cerkwi. Nie rozumiem tej manipulacji propagandowej.
Cerkwie grecko - katolickie są nieodłączną całością polskiego Lwowa
i były nieprawdziwie używane do propagandy antypolskiej. Stawiano
pytanie: kto i po co budował we Lwowie kościoły? i padała odpowiedź:
państwo i szlachta, aby nadać miastu charakter polski. Ale nie
postawiono pytania: kto i po co budował we Lwowie cerkwie?
Fundatorami cerkwi byli również Polacy.

Dobrodziejem Stauropigii był książę Ostrogski, wyznania
prawosławnego, zwycięzca spod Orszy.

Król Jan III Sobieski wybudował Bazylianom cerkiew w swojej Żółkwi.
We Lwowie jedyną cerkiew w obrębie murów miejskich, na miejscu
starej cerkwi, budowali kolejno Piotr Barbon, a po jego śmierci w
1588 roku, Paweł Rzymianin (+1618) z udziałem swojego teścia
Wojciecha Kapinosa (+1610), budowę zakończył w 1629 roku Ambroży
Przychylny. Budowę finansowali głównie hospodarowie wołoscy, stąd
pochodzi nazwa: cerkiew Wołoska, ale również mieli swój udział
Polacy i car rosyjski, zresztą nie bezinteresownie. Kaplica Trzech
Świętych i wieża wybudowane zostały przez Piotra Barbona i Piotra
Krassowskiego na koszt lwowskiego Greka Konstantego Korniakta, który
był pierwszym właścicielem kamienicy królewskiej w Rynku. Zachowała
się korespondencja Konstantego Korniakta z Stauropigią, oczywiście
po polsku. Również języka polskiego używali wymienieni architekci,
którzy poza Wojciechem Kapinosem byli Włochami, ale całe życie
spędzili we Lwowie.

Paweł Rzymianin był niezwykle czynnym architektem i budowniczym, do
jego dzieł architektonicznych należą oprócz cerkwi Wołoskiej:
1. kamienica Korniaktów (królewska) budowana od 1580 roku, z pomocą
Piotra Barbona.
2. synagoga Złotej Róży budowana od 1582 roku, z drugim Włochem
Pawłem Szczęśliwym.
3. kościół Benedyktynek budowany od 1585 roku.
4. kaplica Kampianów w katedrze łacińskiej.
5. kościół Bernardynów, budowany w latach 1600 - 1630 przy udziale
dwu budowniczych: B. Avelidesa, a po jego śmierci w 1619 roku budowę
dokończył Ambroży Przychylny.

Ambroży Przychylny był Włochem z Engadinu w Szwajcarii, nazywał się
Nutclauss, a tak zżył się z Lwowem, że cały swój majątek przeznaczył
na budowę kościoła i szpitala św.Łazarza.

Piotr Krassowski pochodził z włoskiego kantonu Ticino w Szwajcarii.

Niezwykle zasłużonym dla Lwowa w dziedzinie architektury był Jan de
Witte, przybyły do Polski z Holandii, późniejszy komendant Kamieńca
Podolskiego, sławnej polskiej twierdzy. Jego dziełami są: cerkiew
katedralna grecko - katolicka św.Jura, budowana przez Bernarda
Meretyna (1746-1762) i kościół Dominikanów, budowany przez Marcina
Urbanika (1748-1764). Fundatorami cerkwi byli: abp. Atanazy
Szeptycki i abp. Leon Szeptycki, fundatorem kościoła był Józef
Potocki. Obie te świątynie wybudowane w połowie osiemnastego wieku
należą do najpiękniejszych budowli rokokowych w Polsce i umieszczone
zostały na miejscu starych świątyń należących do tych samych
zakonów.

I można by tak snuć opowieść o lwowskich cerkwiach, o cerkwi
Preobrażańskiej (Przemienienia Pańskiego) wybudowanej na początku
naszego wieku, na ruinach dawnego kościoła O.O. Trynitarzy, po
którym pozostał tylko fronton, o cerkwi św. Piotra i Pawła na
Łyczakowie, umieszczonej w pustym kościele O.O. Paulinów z
Częstochowy, wypędzonych przez cesarza Józefa II, ale czy trzeba
czegoś więcej by dowieść, że cerkwie są częścią obrazu polskiego
Lwowa, dawnej Rzeczypospolitej wielu narodów i tolerancji
religijnej.
www.lwow.com.pl/bulzacki/zawsze.html





Temat: Spacer cd - Ratusz
arwen.a napisała:

> Czytając jakikolwiek artykuł, przewodnik itp. o Zamościu można być pewnym, że
> zamieszczone będzie też zdjęcie ratusza. Niezwykła to budowla. I ciekawe jest
> to jego położenie w pierzei Rynku.
> Zrobię tu małe porównanie z ratuszem w Poznaniu, równie znanym i wg mnie
bardzo
>
> pięknym :-)). Sama budowla renesansowa, z trzykondygnacyjną loggią, dachem
> zasłoniętym attyką no i oczywiście koziołkami bardzo mi się spodobała.
Ratusz
> leży tradycyjnie na środku Rynku i tu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że...
> rozwiązanie zamojskie jest lepsze. Poznański Rynek zdawał mi się jakby...
> ciasny, mało przestronny, i jeszcze całe dobre wrażenie psuł paskudny budynek
w
>
> stylu PRL-owskim w sąsiedztwie zabytkowego ratusza (zaznaczam, że są to
> wspomnienia sprzed trzech lat, może do tej pory coś się zmieniło).
> W Zamościu na Rynku Wielkim moja potrzeba przestrzeni została całkowicie
> zaspokojona. Detale budowli można sobie obejrzeć z bliska ale tez podziwiać
> można całość z daleka jak się ona komponuje z sąsiadującymi kamienicami
> ormiańskimi. Dla mnie, jakkolwiek dla osoby nie znającej się na kompozycji i
> architekturze, wrażenie wspaniałe.
>
> A w przewodniku po zabytkach i miejscach niezwykłych (K. Czubara i J. Cabaj)
> wyczytałam jeszcze ciekawostkę w kwestii hejnału: "Latem, każdego dnia w
> południe na balkonie ratuszowej wieży pojawia się trębacz. Nietrudno jednak
> zauważyć, że trąbi tylko w trzy strony świata, pomijając zachód, gdzie leży
> Kraków. Podobno w ten sposób respektuje wolę założyciela miasta Jana
> Zamoyskiego, który miał ponoć jakieś pretensje do stołecznego grodu i trąbić
na
>
> zachód zabronił."
> Drodzy Zamościanie, czy nie czas zakończyć już te niesnaski z moją ukochaną
> mieściną? bardzo proszę! :-))) Myślę, że Pan Jan nie miałby już nic przeciwko.
> Pozdrawiam niedzielnie.
> A.

Tak pieknie nam Users pisze o ratuszu aż miło poczytać, tak jakby wyłonił mi
się przed oczami.
Moim skromnym zadniem nasz zamojski ratusz jest jednym z najpiekniejszych nie
tylko w Polsce a na świecie :-))
Jeśli chodzi o poznański ratusz , moim zdaniem jest to przepiekne budowla ,
wspaniały , wprost monumentalen dzieło renesansowego stylu .
Niestety usytuoawnie ratusza odbiera mu znaczną część niewątpliwego uroku,
umiejscowienie w środku rynku kiczowatej budowli w stylu Pereelu dokonało
dzieła zniszczenia i. Wiem trochę przesadziłem poznański Rynek i kamieniczki sa
równiez przepiękne ale przecież mogłoby byc znaczne lepiej. Mam w tej sprawie
doś cosobisty stosunek , gdyż mieszkałem kilkanaście miesięcy w tym pieknym
polskim mieście...:-))
Pozdrawiam i czekam na cd,. spaceru:-))))




Temat: Archi-Szopa: ołtarz czy scena?
riposta 2 dla img
"Wychodząc z założeń rzekomych
obrońców architektonicznego piękna Kraków powinien się zatrzymać i
do dnia dzisiejszego kontynuować zabudowę w stylu romańskim bo np.
kościół św Piotra i Pawła całkowicie kłóci się z romańską bryłą
kościoła św Andrzeja i przytłacza ją ( nikt natomiast nie wspomina o
wyburzeniu ) , o skomplikowanej zabudowie Naszego Wawelu nie
wspominając ." - tyle napisałem na temat tych co mogli kiedyś w
dawnej przeszłości ( w czasach kiedy powstał ) kwestionować
zasadność powstanie tego Kościoła św PIotra i Pawła ( który dziś
jest największą budowlą barokową w Krakowie) . Przykład przytoczony
gdyż akurat ta budowla kłóci się ze stojącym kościołem obok
przytłaczając go ( dodatkowo postawiony został w miejscu pieknego
średniowiecznego ogrodu). Dziś nikt nie kwestionuje jego istnienia a
już napewno nie Ja. Abstrakcją jest tłumaczyć to już 3 razy bez
rezultatu jak widzę .
Z Twojej wypowiedzi na temat ogrodów zniknęło już słowo "jednorodna
całość" - i słusznie bo opis ( który zamieściłem) jasno dowodzi ,że
jta przestrzeń jednorodną NIE JEST i trudno tym samym powiedzieć że
sjest "spójna" .
Odnośnie własności to w dniu dzisiejszym w Polsce jest
nienaruszalnym prawem właściciela i ogólnodostępność tego obiektu
jest uprzejmością właściciela .Ja sobie wyobrażam wydzielenie z
ogrodu małego placyku i wąskiej ścieżki do Kościoła dla wiernych w
połaczeniu z opłatami dla turystów za wstęp na teren Kościoła ( tak
robi wielu właścicieli na całym świecie i nikt tego nie kwestionuje).
Paulini tak nie robią od wielu lat i chwała im za to.
Dodając do tego że całe zagospodarowanie przestrzeni ( w tym i
ołtarza) w całości zostało wykonane i zrealizowane zgodnie z
wytycznymi wojewódzkiego konserwatora oraz architekta , projekt
został wyłoniony w drodze konkursu , to w Krakowie ( pełnym od
prywatnych samowoli budowlanych i inwestorów dokonujących gwałtu na
historycznej tkance ) należałoby życzyć sobie TYLKO TAKICH
inwestorów
Odnoszę wrażenie ,że Twoje zacietrzewienie w temacie "kościół i
umiejętnie robione przez niego interesy" jest podstawą całej
dyskusji i negacji zupełnie odrębnych spraw .Co z tego, że chcą
budować zaplecze dla pielgrzymów a przy tym zarabiać na tym ( między
innymi na utrzymanie miejsc pielgrzymowania? . Np we Włoszech dzięki
takiej polityce kościoła możesz zwiedzić najpiękniejsze miejsca tego
kraju za 1/3 wartości "komercyjnej" wycieczki ( a pomimo tego trudno
powiedzieć żeby "tamten" kościół robił to tylko charytatywnie).
Kościól zarabia na pielgrzymowaniu wiernych - a kto inny ma
zarabiać? Na tej zasadzie można się oburzać że światowy koncern Mc
Donald zarabia na jedzących hamburgery - I co z tego Ci przyjdzie?
Są "smakosze" hamburgerów - to będzie dalej zarabiać .
Kościół to instytucja która od 1000 lat buduje swoje bogactwo i
trudno mieć o to dzisiaj pretensje.
Kwestionować można tylko gdy jakieś działanie jest wyłudzeniem,
przekrętem , naginaniem prawa itp ( wystarczy spojrzeć na budowaną
Świątynię Opatrzności Bożej, Toruńskie RM i wiele innych ) - ale to
temat do polemiki na zupełnie innym forum.
Twierdzę ,że Paulini są w tym przypadku pozytywnym przykładem !!!
bo co im można zarzucić ? - wyłudzili grunt od państwa? budują za
publiczne pieniądze? budują samowole?
A na koniec znowu o sztuce i architekturze!!! Prosiłem o
uzasadnienie dotyczące niskiej jakości rzeźby, a otrzymałem
odpowiedź : "marna" ( Marna kojarzy mi się raczej z historią , albo
pietruszką kupowaną pod koniec dnia na kleparzu) - to nie jest
rzeczowa odpowiedź .A odnośnie powtórnie pojawiającego się tematu
przeskalowania ( takiego jak w Licheniu) to raczej Ty nie byłaś/eś w
Licheniu , bo nie wiesz o czym mówisz porównując te dwie budowle ( a
wiedzę czerpiesz ze zdjęć i opisów Lichenia).
Pozdrawiam
P.S.: A na marginesie Sanktuarium w Licheniu to budowla mogąca być
porównywana tylko do Bazyliki Matki Boskiej Królowej Pokoju w
Jamusukro zarówno pod względem przeskalowania , wartości
artystycznych jak i zasadności jej budowy ( ale to już zupełnie
inny temat).




Temat: Trochę faktów, wiele emocji w sprawie stoczni
Staram się przeważnie nie dać się ponieść emocjom, ale jednak szlag mnie trafia jak widzę takie wypowiedzi jak te komentarze do mojego postu. Pokazują jedno - prowincja nie tkwi w Szczecinie jako mieście, ale w głowach niektórych jego mieszkańców. Podsycana jest dodatkowo interesem politycznym paru polityków należących do zaciekle antyoświeceniowych i populistycznych partii. Dlatego nie możemy ruszyć do przodu i pozwalamy sobie na takie "eksperymenty" jak wybór na prezydenta miasta magazyniera Jurczyka, którego chyba jedynym "atutem" była zawzięta germanofobia.

Ludzie - poczytajcie trochę, popatrzcie dookoła, wychylcie nos zza swojego podwórka, a dopiero potem wypowiadajcie się na publicznym forum!!!

Pierwszy temat - Łódź. Dalej podtrzymuję to, co mówiłem wcześniej. Miasto to może być wzorem dla Szczecina. To, że ciągle tam nie jest idealnie to wynika z tego, że problemy ekonomiczne i upadek przemysłu dotknęły o wiele mocniej miasto, które: jest od Szczecina dwa razy większe, jest blisko Warszawy, która "wyciągała" z niego biznes i najzdolniejsze kadry, jest za to daleko od granicy i nie posiada wielkich walorów turystycznych, za to dużo brzydkiej architektury. Ale widać jak w ciągu ostatnich 3-4 lat dokonał się tam olbrzymi postęp, inspirowany także kulturą. Proszę pojechać i zobaczyć rozmach "Manufaktury", rozpoczętą renowację najpiękniejszych pałaców należących kiedyś do industrialnej elity, piękne nowe pociągi łączące to miasto z Warszawą, no i przejrzeć dane statystyczne - Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna jest jedyną w Polsce, która zdobyła medal europejski za obsługę inwesorów, w 2005 roku otworzyła najwięcej fabryk w Polsce (aż 14), pierwsza zdobyła certyfikat ISO, zatrudnia już prawie 20 tys. ludzi, mają tam fabryki i centrale Gillette (największa na świecie), komputerowy Dell, Bosh, Indesit, swoje światowe i europejskie centra biznesowe założyły GE Bank, Philips, CitiBank, Accenture. Tak więc proszę nie wpisywać tu bzdur, opierających się na jakiś mitach i przestarzałych informacjach. I jakoś łodzianie potrafili się szybko przekwalifikować, żeby dostarczyć dobrze wyszkolonych pracowników do tych firm.

Polska młodzieć jest ambitna i ludzie, którym naprawdę zależy na zdobyciu wiedzy i kwalifikacji - dojdą do tego. Jesteśmy tak blisko granicy z Niemcami, że naprawdę nie jest problemem, żeby niskim nakładem kosztów nawiązać współpracę oświatową z tamtymi szkołami, żeby nasza młodzież mogła poznawać tamten język z pierwszej ręki. Tylko, że zaraz oczywiście wyskoczy jakiś PiSowiec albo LPRowiec i zacznie krzyczeć, że to germanizacja biednych polskich dzieci. Bo oczywiście będzie za głupi na to, żeby zauważyć, że w takim Luksemburgu, najbogatszym kraju świata, który bardzo musi chronić swoją unikalną kulturę i unikalny letzeburgijski język, jakoś nikt nie ma problemu z systemem kształcenia, w którym każdy maturzysta musi także biegle znać angielski, niemiecki i francuski.

W tym mieście jakość oświaty przynajmniej do poziomu średniego nie jest poważnym problemem. W końcu mamy przecież najlepsze liceum w Polsce. Problemem było to, co z absolwentami z tych szkół zrobić. Miałem kiedyś znajomego. Znał dwa obce języki, skończył jakieś 10 lat temu ze świetnymi wynikami studia na dwóch kierunkach - na USz i Politechnice. Wiecznie zajęty kursami, sportem, studiami, po dyplomie pojechał na parę miesięcy do USA, wrócił potem do Szczecina i...**** blada. Chłopak przez kilka miesięcy prawie "rozwalił" się psychicznie, bo nie mógł znaleźć pracy zgodnie ze swoimi kwalifikacjami. W robotniczo-stoczniowym mieście jego potencjalni pracodawcy nie mogli liczyć na szczególne zainteresowanie władz miasta. (To skandal, że od czasu powstania Pazimu nie pojawiła się chyba żadna nowa budowla z nowoczesną przestrzenią biurową). Na szczęście dostał się na praktykę do firmy w Warszawie i teraz jest jednym z najbardziej cenionych specjalistów finansowych w swojej branży, wypowiada się w prasie ogólnopolskiej jako ekspert i jeździ po świecie.

Czemu nie wykorzystano jego talentu tu w Szczecinie? Czemu ładowano kasę w Hutę i Stocznię, zamiast inwestować w nowoczesną przestrzeń biurową i dobre połączenia komunikacyjne z Poznaniem i Berlinem?

Ale są niestety ludzie, którzy mają interes w tym, żeby miasto dalej dopłacało do nierentownych państwowych zakładów, zamiast tworzyć warunki do funkcjonowania w Szczecinie firm zatrudniających wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Powiedzmy sobie szczerze - posiadający postawy roszczeniowe, dopłacani z budżetu państwa robotnicy ze stoczni i huty to żelazny elektorat PiS. Dla tej obrażającej i lżącej ludzi wykształconych (słynne "wykształciuchy") partii nie będzie na rękę, jeżeli w Szczecinie będzie coraz więcej dobrze wykształconych i znających świat pracowników firm branży IT, finansowej czy turystycznej. Czyż to nie jest "oczywista oczywistość"?



Temat: Apologetyka młlości -żylem sprawdzilem- zaprzecze
Apologetyka młlości -żylem sprawdzilem- zaprzecze
Czym by bylozycie ile warte jesli nie poznalo by sie czym jest prawdziwa
miłoś, najglębsza, najpiekniejsza.
trzeba wiedziec ze kazda emocja oprucz barwy ma take natęzenie. Mozna kogos
lubiec, mozna kogos kochac, to tylko slowa.

Uczucia sa zacznie szersze znacznie bardziej prawdziwsze. Gdyby tu slowami
napisac ci ze wlasnie zmarla twoja matka , zona i dzieci nie zareagował byś,
gdybys to uwierzył tak. Slowa, informacje wywołały by uczucia. Prawda
uderzyaby w czlowieka, chybaze byłby obojętny.

Bylem za czasow zdrowych czlowiekiem przepełnionym milością do swiata, do
ludzi, bez negatywnych emocji, bliki idealom wytyczonym w obrazie dazenia do
wzoru osobowosci któremu chialem sprostac. Trening, nauka, rozwój, modyfikacje.

Czlowiek i bog byli w centrum, oparte o wrtosci dobra, prawdy i piękna.
Prawdziwosci.

Niskonczona milosc, nieskonczona wiara dawala moce prawie boskie, nadzieja
ktora nigdy nieozwalala sie poddac. Optymizm humor.
Milosc docalego swiata, altruizm szeroki tak ze obejmujacy nie tylko
najblizszych i przyjaciul, ale gleboki patriotyzm, milosc rasy, rasy ludzkiej,
zwierzat, swiata orzywionego. Natury i przyrody.

Kazda milosc jest inna, ale wiaze sie z jednym checia niesienia dobra w imie
wartiosci.

milosc najglebsza najbardziej instynktowna, najglebiej lezaca w naturze
czlowieka - miosc kobiety do mezczyzny.

Kim zatem bylby czlowiek który nigdy bynie sprawdzil czy moze kochac naprawde,
nigdy nie pokochal kobiety? Nie mozna myslic prawdziwej glebokiej misloci z
prostymi aktami prokreacyjnymi czy ich namiastką.

Bylem nie do pokonania kochalem ludzi a oni mnie, pozytyne uczucia emanowaly
jakz latarni niosac pozytywine zorientowana energie wokol ludzi. czesto
zawisc, nienawisc tym ktorzy nie potrafili nie byli tak dobrzy. Moje zycie
zostaloposwiecone dla innych, dla swiata, dla rozwoju, poszukiwania boskosci i
dazenia do doskonalosci, harmoni. Prawd zewnetznych.

Pisalem na tym forum kilka arytkulow to moze 10% tego co chial bym napisac. a
napisac bym mogl sporo, moze komus by to pomoglo, moze pomoglo by
zrozumiecmnie po wypadkach i po horobie.

Listy do bylych samobojców...

Mlody bog zapragnął pokochac i znalesc swoja boginie. czlowiek fascynował
inspirował, dziewczyny tez.
niskaziteny obraz czowieka, wiara w niego i nadzieje, milosc, czysta ipiekna,
niskazitelna.

Budowana nizby z przypadku, niby z przeznaczenia, fascynacja zauroczenie,
potem budowanie, relacji,budowanie zaufania,troska oczowieka, prawdziwosc
emocji, glebojkiego ciepla, humor i zabwa.Przedewszystkim dobresamopoczucie,
radosc z bycia z kims, niesienia ciepla, pomocy, nadzieji, otuchy,
zrozuminia,rady dielenia sie swoja madroscia, nadawanie sansu.

Milosc byla jakbudowa na ktora stawialo sie cegielki kazdego dnia: to uczucia
piekne, unisienia wziosle, namietne, euforyczne, madre, natura - iekna,
ludzka, niskalana, boska, szcunek, otwartosc, zaufanie i jego budowa, troska i
zrozukmienie, wiara i szacunek, najlepszy obraz czlowieka, poswiecenie,
madrosc, wiara,rozwoj, marzenia, szczescie, soacey, rozmowy,
tworczosc,wsoleosc, kreatywnosc.

nie nachalnie nie za goraco nie za zimno, czasem tak czaeminaczej, wesolo i
ciekawie. Przyjacielsko, romantycznie, kolerzensko....

Zachwycilem, niektóry widzieli we mnie boga,
Bogwojny, bog milosci, bog zycia.
Cieszylem sieze moge dac szczescie. czeste nieskalane.

dawalo poczucie sily, pewnosci, radosci zycia, bylo budowla rosnaca,

ktos by powiedzial bujdy niepokornego romantyka. Dziewczyny,ludzie z krwi i
kosci to skutkowalo w prawdziwym zyciu. Wyzwolenie jeszcze wiekszego
potecjalu. Bylem nie do pokonania.

Co zatem mnie pokonalo? chyba milosc wiara i nadzieja...

Za bardzo kochalem?
Za bardzo wierzylem?
Za duza nadzieje mialem? za duzoszans dalem?

wiara moze byc zaslepiona, nadzieja zludna.
A milosc? jaka falszywa?
Wierzylem w milosc. Ona nie znika. Nie znikanawet jesli znika obieekt milosci.

Pokochalem wielu ludzi,
Chocnaprawde gebokie jej pokladywydobyly dziewzczyny ktore zaczalem poznawac,
bylo ich kilka, rzucaly dla mnei chlopakow itd Otwieralem im oczy kim moze byc
czlowiek i jak bardzo moze kochac, jaki moze byc, jaki prawdziwy, jak
rozumiec, jak robawic

Co mi z teo przyszlo? nie chalemw zamiannigdy nieczego...




Temat: Kiedy do Syrii, Joradanii ?
Objazdówka po Syrii, Jordanii, Libanie
Gorąco polecam taki program

Ramowy program
imprezy objazdowej
po Syrii i Jordanii
7 dni.

Pierwszego dnia jadąc na północ Libanu, dotrzemy do Syrii. Na początku wyprawy
odwiedzimy największy i najlepiej zachowany zamek Krzyżowców - Krak des
Chevaliers. Następnie pojedziemy do Hamy, by zobaczyć słynne nurije - ogromne
drewniane koła wodne, które do dziś służą tamtejszym akweduktom. Wieczór i noc
spędzimy w Halab, drugim, co do wielkości, mieście Syrii, słynącym ze
wspaniałych słodyczy i dzielnicy armeńskiej.

Następnego dnia zwiedzimy halabską twierdzę. Kolejną atrakcją będzie cytadela
Qala'at Jabar, budowla w stylu mezopotamskim. Wieczorem, po przemierzeniu
Pustyni Syryjskiej, zawitamy do Palmyry, gdzie czeka nas nocleg.

Trzeciego dnia odwiedzimy jedną z największych atrakcji Bliskiego Wschodu -
ruiny rzymskiego miasta ze świątyniami, rzymskim forum, tetrapylonem
(monumentalna brama o czterech wejściach), obozem Dioklecjana, kolumnadami oraz
z Bramą Damasceńską. Wieczorem dojedziemy do stolicy Syrii - Damaszku.

Kolejny dzień spędzimy w tym najstarszym mieście świata (5000 lat), gdzie każda
z następujących po sobie cywilizacji zostawiła coś niepowtarzalnego. To
wymarzone miejsce do poznania niezliczonych odmian przypraw korzennych.
Odwiedzimy Wielki Meczet Umajjadów, jeden z pierwszych meczetów muzułmańskich;
przejdziemy przez souqi (targi), aż w końcu, oszołomieni życiem Damaszku,
znajdziemy wytchnienie w lokalnej kawiarni, gdzie zapalimy sziszę i napijemy
się wspaniałej kawy.

Piątego dnia wyruszymy do Jordanii. Zatrzymamy się w Ammanie, gdzie będziemy
mogli podziwiać rzymski amfiteatr z II w. n.e. Po południu będzie czas na
kąpiel w Morzu Martwym. To jedyny tej wielkości zbiornik wodny, gdzie nie
występują żadne żywe organizmy. Morze Martwe znane jest przede wszystkim ze
swych właściwości fizycznych - wysokie stężenie soli i duża gęstość wody
powodują, że ciało swobodnie unosi się na powierzchni.

Szósty dzień poświęcimy na zwiedzanie Petry. To jedna z dwóch największych
atrakcji Jordanii - niesamowite miasto, wykute w różowych ścianach wąwozu.
Zaprowadzi nas tam półtorakilometrowy, wąski przesmyk między klifami,
sięgającymi 300 metrów. Pierwsza wyłoni się najsłynniejsza budowla Petry -
Chazna (skarbiec). Następnie zobaczymy liczne świątynie, amfiteatr, klasztor ad
Dajr, wreszcie grobowce królewskie. Wieczorem dotrzemy na pustynię do Wadi Rum,
drugiej wielkiej atrakcji Jordanii. Nocleg w namiotach, pod rozgwieżdżonym
niebem, na zawsze pozostanie w pamięci.

Ostatni dzień przejedziemy jeepami w okolice głównych atrakcji Wadi Rum.
Zobaczymy tam najpiękniejsze pustynne krajobrazy świata, gdzie wznoszące się
skały zaskakują feerią barw. Na wieczór wrócimy do Libanu.




Temat: Zrobili chlew z miasta ,...
Europe The Beautiful
Przed II WS Berlin wygladal dosc szaro i smutno w porownaniu z Paryzem -
"najpiekniejszym miastem swiata" ("la plus belle ville du monde"), co
potwierdzaja relacje wielu podroznych, opisane w
ksiazkach z tamtego okresu. Nie wynikalo to bynajmniej z sytuacji ekonomicznej w
Niemczech, gdzie panowal wtedy kryzys, podczas gdy Francja "kwitla" po
zwycieskiej choc bardzo wyniszczajacej wojnie i
oddawala sie zabawie i "rozpuscie". Paryz ma glownie domy o kolorze bialym (z
bialego piaskowca), podczas gdy Berlin posiadal przede wszystkim tzw.
"czynszowki" ("Mietshäuser") pokryte tynkiem poszarzalym od pogody poniewaz
farby uzywane wtedy do malowania domow byly dosyc marnej jakosci. "Piekniejsze"
od tego typu miast co
Berlin, a takich "szarych" miast jak Berlin bylo wtedy w Niemczech
"zatrzesienie", szczegolnie w srodkowej i poludniowej czesci kraju,
wydawaly sie miasta o domach z cegly jak np. Amsterdam, Londyn, Hamburg (i wiele
innych na polnocy Niemiec) i... tak, tak nawet Brooklyn. Chociaz te "ponure"
miasta niemieckie byly i wtedy niezwykle schludne.
Obecnie Niemcy sa znacznie bogatsze niz III Rzesza, a poza tym wynaleziono
odporne farby, ktore dlugo trzymaja kolor. I nagle "szare" miasta niemieckie,
pomalowane nowoczesnymi farbami staly sie piekniejsze od Amsterdamu, a nawet
Paryza. Ba, nawet stolica Polski! Najdluzszy budynek w Warszawie (naprzeciwko
Dworca Wschodniego), przez wiele lat symbol "szarzyzny i brzydoty", pomalowany
ostatnio na jasno-zolty kolor, bije swoim "pieknem" "na glowe" domy w Nicei
(biale jak w Paryzu) i innych miast francuskiej Riviery. Trzeba by postawic obok
niego jeszcze tylko sztuczne palmy i bedzie "piekniej niz w Cannnes". A wszystko
to dzieki "glupiej" farbie, z pewnoscia
niemieckiej (oni byli zawsze najlepsi z chemii i nie tylko).

Co do Ameryki - Nowy Jork nigdy nie byl "piekny" nawet wtedy, kiedy Ameryka byla
"by far and away" "top of the world" a skolatana wojna Europa patrzyla na jej
bogactwo z wybaluszonymi oczyma jak "wol na malowane wrota".

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Wypisy Gieograficzne", Warszawa 1907

"Ta olbrzymia grupa gmachow, tworzaca az cztery przytykajace do siebie miasta:
Nowy York, N.Jersey, Brooklyn i Hoboken, mieszczaca przeszlo trzy miliony
mieszkancow, z czego wieksza polowa przypada
na sam Nowy York - nie jest bynajmniej ladna w pojeciu europejskim. Mozna Nowy
York nazwac miastem ciekawym, nadzwyczajnym, imponujacym, ale nigdy ladnym. Nie
bez tego, aby gdzieniegdzie nie wznosil
sie jaki piekny gmach jak np. katedra gotycka na V.Avenue, niektore prywatne
palace, gmach pocztowy itp. ale przewaznie domy nie sa ladne. Olbrzymie 8-15
pietrowe gmachy, bez wszelkiej pretensji do pieknej fasady - kosztowne marmurowe
palace, bez smaku i stylu - budowle przerazajace wiecej ogromem niz harmonia
linji, - gmachy, grzeszace przesada zlotych ozdob i sztukaterii, - oto w kilku
slowach, charakterystyka Nowego Yorku. Do tego brud na wiekszej czesci miasta -
koleje zelazne na zelaznych slupach, zaciemniajace cale ulice - zly bruk, lub
asfalt popekany - olbrzymie anonse, poprzewieszane na drutach w poprzek
pierwszorzednych ulic itp. rzeczy nie przyczyniaja sie do pieknosci miasta. Ale
za to - co za ruch, co za zycie! jakie gonienie za dolarem!...

(...)

Goraco, wiec za przykladem innych zrzucamy surdut i przewiesiwszy go przez
ramie, idziemy dalej sans gêne w kamizelce, lub i bez niej, gdyz z powodu goraca
zostawilismy ja w domu, - nikogo to nie razi, Nowo-Yorczyk ma wazniejsze rzeczy
na mysli.
Przeraza nas ogrom tego ruchy, bo jesli Wieden ma swoj ruchliwy Graben, lub
Kärntherstrasse; Berlin pewna czesc Friedrichstrasse, to to wszystko karly w
porownaniu z Broadwayem, ktory sie ciagnie przeszlo mile geograficzna, a w
kazdej swej czesci jest zarowno - ruchliwy. Zbaczamy z poludniowej czesci
Broadwayu, azeby zobaczyc ten osmy cud swiata: slynny most do Brooklynu.
Rzeczywiscie! Mozliwosc podobnego dzialania ludzkiej reki, przechodzi wszelkie
pojecie! Nie bede powtarzal szczegolowych cyfr o rozmiarach tego mostu,- bo to
sa rzeczy znane i o ogromie budowli nie daja wyobrazenia. Najwieksze kilkunasto
pietrowe budynki stoja gleboko u naszych stop, jak karly obok olbrzyma,
najwieksze okrety przeplywaja swobodnie pod mostem. Spacer przez most wymaga
okolo pol godziny - kolej sznurowa
wprawdzie uwalnia od tej fatygi, nie daje jednakze dobrego przegladu i tego
widoku, ktory sie ma, idac piechota. A widok rzeczywiscie przepyszny - na
Brooklyn, Nowy York, na port, Governor - Island itd.

prof. Dunikowski <<Listy z Ameryki>>
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Misterpee - przenies sie jak najszybciej do Europy, po co masz sie jeszcze meczyc?




Temat: Nasza książka..........okres twórczy :)
Podróże Toskanii....Słoneczniki pod Górą Gelerta
Przy handlowym deptaku Vaci (byłyśmy tu już wieczorem) mimo niedzielnego
popołudnia czynne wszystkie sklepy. Korzystamy, a jakże, kupując buteleczkę
czerwonego wina ze znanej nam z wyprawy do Egeru winiarni Thumerer.
Łańcuchowym Mostem przeprawiamy się na drugi brzeg Dunaju, do Budy. Buda to
starsza część Budapesztu. Dokładnie najstarsze jest położone na budańskim
brzegu Acquincum, najpierw celtycka a potem rzymska osada, obecnie są tam
pozostałości rzymskich budowli. Miejsce to późnej nazwano Obudą.
W XIII wieku Bela IV przeniósł stolicę z Esztergom do Budy. Po mocno burzliwych
dziejach, wielu klęskach i upadkach w 1873 roku po połączeniu Budy, Obudy i
Pesztu powstał Budapeszt i pod rządami cesarza Franciszka Józefa miasto
rozkwitło. Dziś wiele zachowuje z tamtej atmosfery. Kiedy patrzy się z
wysokiego, budańskiego brzegu, widać, jak mądrze jest rozwijane. Nowe budynki,
których oczywiście jest mnóstwo, harmonijnie wtapiają się w panoramę, nie ma
żadnych strzelistych, szklanych wieżowców wystrzelających byle gdzie,
chaotycznie i bez sensu.
Zabytkową, zębatą kolejką wjeżdżamy na Plac Defilad i skręcamy w stronę Zamku.
Wpisany na listę UNESCO, dziś nie pełni funkcji reprezentacyjnych, tylko
muzealne. Na dziedzińcach kilka pięknych pomników z brązu, w tym turul,
gatunek orła, symbol węgierskiego Państwa i ponoć najpiękniejszy pomnik konny,
Eugeniusza Sabaudzkiego.
Wąskimi uliczkami dochodzimy do jednego z najpiękniejszych zakątków Budy -
Placu Świętej Trójcy i gotyckiego Kościoła NMP Budzińskiej Pani, znanego
powszechnie jako kościół Matyasa czyli Macieja, od imienia króla Macieja
Korwina, zwanego węgierskim Salomonem. Barwne malowidła wewnątrz kościoła
pochodzą z przełomu wieku. Jedna z kaplic nosi imię Św. Władysława.
Powiedziałam – gotyckiego, bo bryła jego jest gotycka, ale po wielu
zniszczeniach, odbudowach i przeróbkach, to mieszanina gotyku, baroku, secesji,
klasycyzmu i czego tam jeszcze, a jednak zadziwiająco harmonijna i urodziwa.
Skoro jesteśmy w tym miejscu nie można nie odwiedzić Ruszwurum, kameralnej,
biedermajerowskiej kawiarenki, do której, jak wieść niesie, z samego Wiednia
posyłano dyliżanse po kremówki. Tradycja jest żywa, do dziś kremówki są na
wszystkich stolikach. Niestety, my, po tak sowitym obiedzie, obchodzimy się
smakiem. Starczy nam filiżanka herbaty.
Zmierzch zapadł. Pora się żegnać z pięknym, wesołym Budapesztem. Chodźmy więc
jeszcze na Rybacką Basztę. Ta trochę bajkowa, neoromańska budowla wzniesiona
na miejscu dawnych murów obronnych to najlepsze miejsce do podziwiania
panoramy Budapesztu. Z wysokiej skarpy doskonale widać doskonale pięknie
oświetlone mosty, stojący tuż nad brzegiem budynek parlamentu (wzorowany na
londyńskim), kościoły, hotele, pałace.

Zegnaj, moje piękne, kochane miasto, w tyle miejsc tym razem nie udało się
zajrzeć. Tym bardziej trzeba tu będzie wrócić raz jeszcze. I jeszcze…

I to by było na tyle.

Ale jeszcze słowo na koniec - chłopcy i dziewczęta, jedźcie do Budapesztu!
Bilet lotniczy z W - wy tanią linią kosztuje 70 złotych (ze wszystkim !), kto z
południa ma blisko autobusem; za hotelik w samym centrum, miły i czysty
zapłaciłam po 70 zł za "osobonoc". Jedzenie pyszne i taniutkie, wino też.
Piękne, wspaniałe, wesołe miasto. Namawiam !!!

I na tym kończę moją działalność kronikarską - na ten raz, oczywiście.
A już za 13 dni następna podróż, a nawet dwie w jednym. A potem jeszcze jedna.
Się narobiło w tym roku. nawet na tak szaloną podróźniczkę jak ja...




Temat: Polska, Polacy, Tradycja

Witaj, Mosze.

Jakoś tak się porobiło, że chłopcy ostatnio nie na temat piszą, a prosiłeś o co
innego. Widać tak już muszą. Chcę spróbować odpowiedzieć Ci na pytania Twego
wątku, ale to wymaga trochę czasu i refleksji. Napisze wkrótce obszerniej,

Ot, dla przykładu -byłem dzisiaj w muzeum sztuki ludowej ziemi Łowickiej.
Łowicz to miejscowość 40tys. mieszkanców, 90 km na zachód od Warszawy. I cóż z
tego, że ja widzę ładne, rzezbione w drzewie lipowym figurki, postacie ubrane w
kolorowe, pasiaste stroje, że u sufitu wiszą pająki, a obok stoją pięknie
malowane skrzynie na odzież, na scianach wspaniałe wycinanki. W nastepnej
sali są figurki tańczące na weselu łowickim, potem powozy, potem radło, socha,
kierat, stągiew, krosna, itd. To też czesc naszej tradycji - my stąd, my
czujemy to, ale nie sposób tego przekazać on-line. Bo opis nie zastąpi obrazu,
a obraz rzeczywistosci.

Nasz kraj jest wspaniałym krajem, o 1000 letniej tradycji wiary w Boga
(jedynego w Trojcy- czego Ty, bez wytłumaczenia nie zrozumiesz), jest
krajem "skrzydlatych jezdzcow" - była na ten temat piekna wystawa na Zamku
Królewskim w Warszawie, jest nadal krajem tradycji tolerancji mimo
nietolerancji.

Polska jest krajem pięknych, dzikich rzek, bagien nie do przejścia, wspaniałych
puszcz, pięknych jezior. A i gór dzikich, skalnych(niewysokich, to prawda -
2500mnp - ale wyższych od gory Tabor). Przeczystego powietrza w Puszczy
Augustowskiej i żubrów w Puszczy Białowieskiej. Zabytków historii od kolegiaty
w Tumie pod Łęczycą (XIIwiek) poprzez przepiękny romanski kościół sw. Idziego w
Inowlodzy z 1098r, do Krakowa ze wspaniałym Wawelem (siedzibą krolow polskich),
Lublinem z jego Zamkiem i kaplicą z freskami malowanymi za króla Jagielly w
XVw. Toruniem i Gdanskiem z ich budowlami gotyckimi mającymi po 600-700lat.
I z Warszawą ze swym Starym Miastem (całkowicie odbudowanym po zniszczeniu
przez Niemcow w 1944) , jej nowoczesną architektura, hotelami Sheraton czy
Marriot ale i też obrzydliwym Pałacem Kultury i Nauki – „darem” Związku
Sowieckiego.

I jest też krajem cmentarzem – Treblinka, Auschwitz, Majdanek, krajem
rozbitych macew, gdzie spod palców można wyczytać – ....tu spoczywa
błogosławiony ....
I jest też krajem, gdzie w synagodze w Tykocinie zobaczysz to, co w nim było, a
czego już nie ma....

Jest krajem tradycji świąt, rodziny, kurtuazji wobec kobiet, szacunku dla
przodków i krajem wiernym swoim tradycjom.

Jest krajem ułanskiej fantazji (na drogach też), wypitej do końca szklanki
wódki, burdy ale i pojednania jeśli jest „Sprawa”.

No jest krajem pięknych kobiet. A najpiękniejsza z nich jest moja Monika. I
basta.
Kto podniesie rękawicę?

Kocham mój kraj, Mosze.
Pozdrawiam Cie serdecznie

Ja zyd prawie nic nie wiem o tradycji Polskiej. Czy mozemy w tym watku tylko
pisac jak polacy obchodza swieta w domu i w kosciele, jak sie modla, jakie
potrawy jedza itd. Polacy z calego swiata tutaj pisza, niech tez powiedza jak
obchodza w ich miejscach. Nie potrzebujemy tutaj polityki (jest dosyc w innych)
Bede tylko pisac o zydowskiej jak ktos poprosi. (oprocz tego Miriam robi lepiej
i ja nie dochodze jej stop)
Pozdrawiam i zapraszam,
Mosze
(... bedziesz milowal bliznego swego jak siebie samego-MOJ 3,19/18;Luk 10,27)




Temat: Co warto zwiedzić w Maroku??
AGADIR - tego na pewno nie warto zwiedzać, bo też nie ma co -równie dobrze można
wybrać się na zwiedzanie Jastrzębiej Góry. Agadir w latach '60 przeszedł
trzęsienie ziemi w wyniku którego wszystkie budynki oprócz kina zostały
zniszczone. Nie ma starego miasta, jest dużo starych Niemców. Chociaż widok na
ocean jak najbardziej :)

MARAKESZ - po zwiedzeniu Fezu Marakesz wydał mi się jednak mocno
przereklamowany. spodziewałam się nie wiadomo czego, na placu Dżemaa el-Fna
wieczorem codziennie podobno się dzieje - zaklinacze węży, fakirzy, akrobaci i
kuglarze. Brzmi to lepiej niż wygląda, bo między nimi plącze się tłum
amerykanów, francuzów, hiszpanów i ma się wrażenie, że to wszystko jest jedną
wielką atrakcją turystyczną. Poza tym to duży plac wyglądający jak przystanek
PKS a oferta którą proponuje Merakesz jest dostępna również w innych miastach,w
których turystów jest znacznie mniej.

Więc polecam najbardziej:
FEZ - ze względu na największą medinę, czyli stare miasto. Podobno ma 9 tysięcy
uliczek. Nie sposób się tam nie zgubić, ale za to przechodzi się koło setek
warsztatów tkackich, garbarskich, metalurgicznych :) Fez jest dla tych którzy
marzą o marokańskiej atmosferze suku, tajemniczego bazaru. Z opisów w
przewodnikach mogłoby wynikać, że to Marakesz gwarantuje takie wrażenia, ale
uwierz mi, tak nie jest. W Fezie również kiedy już się zmęczysz możesz usiąść na
tarasie i wypić herbatę (wbrew oporom polecam marokańską miętową z dużą ilością
cukru). Towary sprzedawane w tutejszej medinie są tańsze i lepsze, ładniejsze
niż te w Marakeszu, sprzedawane z myślą o turystach. W Fezie na Medynie znajduje
się również "podobno" najstarszy uniwersytet na świecie. Nie można tam wejść,
wejść można natomiast
do szkoły koranicznej Bou Inania - tam widziałam najpiękniejsze zdobienia w
całym Maroku :)

MEKNES - stajnie Mulaja Ismaila. Wiem, że zwiedzanie stajni może wydać się
jakimś absurdem, ale mówimy tutaj o gigantycznej budowli mającej pomieścić 20
tysięcy koni. Po samej stajni już widać że Mulaj nie byl człowiekiem miękkiego
serca.
W Meknesie pod bramą Bab el-Mansur jest duży plac otoczony kawiarniami, polecam
sandwich z baraniną :) A na placu dzieje się to samo co w Marakeszu, tylko na
mniejszą skalę i bez turystów - miejscowi znachorzy, muzykanci i bajarze.

As-Sawira - zdecydowanie najładniejsze miasto Maroko. Tuż nad oceanem, z
widokiem na wyspy purpurowe, z gigantyczną twierdzą wybudowaną przez
Portugalczyków, portem i klimatyczną medyną.

Radzę odpuścić sobie Casablankę, oprócz meczetu Hassana II, faktycznie wielkiej
budowli (ale całkiem nowej, bo meczet został zbudowany w 1993 roku, o czym
przewodniki jakoś nie wspominają :)) i małej wysepki z grobowcem marabuta,
zapomnianej przez świat i ludzi, więc oprócz tego Casablanka wygląda jak
Warszawa. I uwaga - filmu tam nie kręcono !!

Mam nadzieję, że moje uwagi okażą się pomocne, jakby co służę dalszymi informacjami



Temat: Wilcze Gardło - ciekawa publikacja
Wilcze Gardło - ciekawa publikacja
Pewnie naruszam troche prawo autorskie, ale niedługo artykuł Osęki spocznie w czeluściach archiwum Wyborczej, więc spory fragment prezentuję:
Adres w GW pełnego tekstu:
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=755369&dzial=011102

>Wilcze Gardło
Andrzej Osęka (22-03-02 14:04)

Felieton Andrzeja Osęki z cyklu "Jawa czy sen"

W wydanej ostatnio niezwykle interesującej książce "Sztuka i władza" (Instytut Sztuki PAN, materiały sesji naukowej z 1998 r.) ukazał się szkic Irmy Koziny "Wilcze Gardło w latach 1937-1941. Uwagi o sztuce na Górnym Śląsku w okresie narodowego socjalizmu". Nabiera ten tekst szczególnej aktualności dzisiaj, gdy coraz większym problemem dla świata stają się różne formy fanatyzmu łączące religię (bądź pseudoreligię) z polityką. W skali globu analizowali to zjawisko, wraz z jego tradycjami, Ian Buruma i Avishai Margalit w znakomitym eseju "Nieświęty Zachód i święta wojna" ("Gazeta Świąteczna" z 16-17 marca br.). Irma Kozina opowiada, jak 60 lat temu budowano w Gliwicach, Zabrzu i Bytomiu hitlerowski fundamentalizm.

(...)
Z tą myślą budowano w Gliwicach Eichenkamp - największą w Niemczech osadę SA. Kult SA rozwinął się na Śląsku mimo "nocy długich noży", kiedy w roku 1934 z rozkazu Hitlera wymordowano całe kierownictwo tej formacji. Bojówki (oddziały szturmowe - Sturmabteilungen - SA) NSDAP wywodziły się bowiem w znacznej mierze z batalionów, które w roku 1921, w czasie powstania śląskiego, oblegały oddziały polskie na Górze św. Anny. Stąd SA Siedlung Eichenkamp, zwane też Glaubensstatt (Miasto Wiary), lub - z podziwem - Wilcze Gardło. Miało to być coś w rodzaju idealnego miasta bohaterów.

Osada przypomina koszary, choć jej część mieszkalną stanowiły domy z ogrodami. Nawet i one jednak ustawione były w szeregi, architekturę miały surową, zdominowaną przez sztywne formy spadzistych dachów. Do osiedla wjeżdżało się przez bramę w Domu Zebrań, który był budowlą najważniejszą. Tutaj, w zawieszonej nad bramą ogromnej sali z wysokimi jak w kościele oknami, odbywały się mityngi - rytualne manifestacje ducha wspólnoty. Nie wiemy, jak wyglądało wnętrze tego akurat pomieszczenia, znane są jednak inne sale nazistowskiego kultu na Śląsku z tamtych lat. Malowidło ścienne w Sali Cechu kopalni Guido w Zabrzu ma kształt półkolisty, jak mozaiki w absydach kościołów. Zamiast krzyża występuje tu w miejscu centralnym miecz. Zamiast postaci Chrystusa Pantokratora - Hitler. Godna uwagi jest też forma, jaką nadano krematorium w Gliwicach. Wznoszenie krematoriów miało w III Rzeszy wymowę wyraźnie antychrześcijańską. Symetryczna bryła budowli gliwickiej łudząco przypomina jednak kaplicę - jakby ceremonia spalania zwłok miała zastąpić mszę. Na ścianie ołtarzowej pojawia się - w miejsce Chrystusa - mężczyzna z rękami wzniesionymi ku słońcu, otoczony znakami astralnymi Marsa, Merkurego, Saturna, Ziemi, Jowisza, Wenus i Księżyca. To Człowiek Runiczny (Rune Man), figura z wypracowanej w nazistowskich Niemczech ikonografii opartej na piśmie runicznym i innych motywach uważanych za starogermańskie. W ikonografii tej i w rytuale, któremu ona służyła, miejsce centralne zajmuje uwielbienie dla zmarłego wojownika, który przezwyciężył tchórzowski instynkt samozachowawczy, by zginąć w chwale. Właściwy fundamentalizmom kult śmierci bohaterskiej, o jakim piszą Buruma i Margalit, połączony z pogardą dla cnót ewangelicznych, w Wilczym Gardle miał swą modelową siedzibę. Tutaj, w połączonej jedną myślą wspólnocie, wychowywano gotowych do zabijania i umierania fanatyków. Znaleziono, przyznać trzeba, właściwą formę architektoniczną dla tego ponurego miejsca.



Temat: Costa del Sol
Cordoba - miasto kalifów
Autor: blues28 13.01.08, 09:34

I kolebka Seneki naturalnie. Tu urodzil sie i wychowal, choc na
studia pojechal juz do Rzymu.

Z Nerja do Kordoby jest ok. 3 godz. jazdy.
Nie wiem czy planowalas, ale jest to kolejne miejsce w Andaluzji,
które trzeba koniecznie zobaczyc. Moze jeszcze w lutym nie, ale w
marcu juz napewno kwitna drzewa cytrynowe, pomaranczowe i azahar;
cale miaste oprócz tego, ze obsypane kwieciem, spowite jest lekkim a
jednak upajajacym zapachem. Jesli Twój wyjazd jest pod koniec lutego
masz szanse zalapac sie na ten magiczny moment. Wtedy Kordoba jest
najpiekniejsza.
Jak wiekszosc miast w Hiszpanii jest bardzo stara (miasto zalozone
ok. 230 roku przed nasza era) i z tamtej epoki wciaz pozostaje most
Puente Romano, który laczy dwa brzegi rzeki Gwadalkiwir.
Ale Kordoba to przede wszystkim najwiekszy w Europie zespól
architektury arabskiej. Perla w koronie tej architektury jest Wielki
Meczet Aljama, postawiony na ruinach bazyliki wizygockiej Sw.
Wicentego. Zbudowana w VIII w. byla to wowczas najwieksza swiatynia
swiata muzulmanskiego, acz wyjatkowo zorientowana jest na poludnie i
nie patrzaca w strone Mekki. Przygniata wrecz swoja wielkoscia
(zajmuje 24.000 m2), a jej wnetrze to prawdziwy las kolumn i luków,
z których wyróznia sie Mihrab z wersetami koranu wyrytymi w zlocie,
niezwyklym bogactwem mozajek i kunsztem sztuki ornamentalnej na
sufitach i kolumnach. Mihrab, to jest to miejsce w meczecie, gdzie
zgodnie z kultem muzulmañskim, wierni w czci obchodzili na kolanach
siedem razy. Do dzis na marmurze widoczne sa slady tego rytualu. W
polizu Mihraby jest macsura, swiete miejsce meczetu, z którego iman
zakanczal modly. Zwróc uwage na kopule. Z jednolitego, gigantycznego
bloku marmurowego, ozdobiona jest tysiacami zlotych, krysztalowych i
wielobarwnych mozajek.
Po Reconquista (zwyciestwo Królów Katolickich nad Boabdilem),
wewnatrz meczetu, w samym jego sercu wybudowana katedre. Mimo
mieszaniny stylów gotyckiego, plateresco i baroku, katedra
zdumiewajaco wkomponowala sie w meczet, a jej witraze spowijaja
wnetrza, nawy i kaplice przepieknymi barwami; zalamujace sie
promienie sloneczne wprowadzaja magiczna gre swiatel i cieni.
Wychodzac z katedry (i wciaz na terenie meczetu) poprzez Puerta del
Perdón (brama przebaczenia) wkracza sie na Patio de Naranjos. W
okresie muzulmanskim patio zadrzewione bylo przede wszystkim
palmami, a fontanny sluzyly do rytualnych ablucji. Izabela
Katolicka, wielka milosniczka pomaranczy, zarzadzila usuniecie
wiekszosci palm i zasadzenia drzew pomaranczowych. System
irygacyjny, nawilzajacy ten ogród jest oryginalnie arabski,
znakomicie zakonserwowany. To sa akurat te elementy wielkiego
meczetu, które przychodza mi do glowy. Ale polecam wolne i spokojne
obejrzenie calego monumentu, bo w kazdym zakatku tego cudu
architektury trafiasz na piekno i prawdziwy kunszt.
Niewatpliwie Wielki Meczet jest najcenniejszym zabytkiem Kordoby,
ale warto tez zobaczyc pobliskiAlcazar de los Reyes Cristianos,
rezydencja króli, ale tez i siedziba Inkwizycji. Alcazar ma piekne
ogrody, w których zachowane sa mozaiki z okresu Cesarza Augusta.
Oprócz tego, z murów fortecy mozna podziwiac niezwykla panorame
miasta, rzeki Gwadalkiwir i wspomnianego mostu z epoki rzymskiej.
Odbijajac od rzeki w góre, dochodzi sie do dzielnicy zydowskiej
(Judería). Wspaniale zachowane Barrio Judería daje odczuc jak bardzo
istotna role odgrywali Zydzi w przeszlosci Kordoby. Zachowala sie
synagoga z XIV w, jedyna oprócz toledanskiej swiatynia zydowska,
która nie ulegla zniszczeniu czy przebudowie. Mimo pokojowego
wspólistnienia przez stulecia i pelnego rozwoju kultury zydowskiej,
dzis w Hiszpanii jedyne i nieliczne slady mozna odkryc wlasnie w
Kordobie i w Toledo. To tak jakby Inkwizycja zapragnela zetrzec z
powierzchni ziemi jakakolwiek oznake kultury zydowskiej. I mocno jej
sie to udalo.
Kordoba ma tez wiele starych kosciolów i mozna je obejrzec wedrujac
po uliczkach wychodzacych z centralnego placu Las Tendillas.
Spacerujac, warto zwrócic uwage na typowe zaulki kwiatowe (domy i
balkony pelne kwiecia, zwlaszcza pelargonie, które znosza zarówno
chlody jak i upaly) no i patio cordobés, czyli wewnetrzene podwórka
pelne roslinnosci i kwiatów. Takze w centralnej czesci Kordoby, w
poblizu Plaza de Tendillas znajduja sie muzea (Sztuk Pieknych,
Archelologiczne, taurino, muzeum Julio Romero de Torres).
Ale przy braku czasu zamiast muzeów i kosciólków, polecalabym
zobaczyc pobliska (jakies 10 km od Kordoby) Medina Azahara – miasto
kwiatów. Zubudowana w IX w przez Abderramana II (dla ukochanej
kobiety) medina arabska, to polozony na trzech tarasach kompleks
ogrodów i luksusowych budowli, z których czesc jest pieknie
zachowana i warta obejrzenia.

To na razie tyle o Kordobie. O Sevilli napisze jak bede mogla.

Milej niedzieli ;)




Temat: Czy i jak sie pozbyc Pollipa?
Moze jeszcze jeden...
Jeszcze ja dorzuce 3 grosze
(bo w Krakowie sie oszczedza).
Milego zwiedzania.

F.

W Krakowie sliczne to jest glownie centrum,
po ktorym widac dawna prosperity.
Niesamowity jest Rynek, ze wzgledu na rozmiar,
swiatlo, oryginalny uklad wysmakowanych budowli -
chodzi przede wszystkim o gotycka bazylike
(gotyk nadwislanski), renesansowe Sukiennice
(dozdobione secesyjnie) i malutki romanski
kosciolek Sw. Wojciecha, zdaje sie.
Ale budowle, to nie wszystko. Wazna
jest dusza, ktora daja ludzie - turysci,
studenci, krakusi - obsiadajacy Rynek
w kawiarnanych ogrodkach, jak nie przymierzajac,
golebie. Do poznych godzin nocnych na Rynku
tetni zycie, wystepuja artysci roznych
talentow i proweniencji - od samotnych (bardzo
dobrych) skrzypaczek z Ukrainy, przez mimow,
slynna cyganska orkiestre z beznogim grajkiem,
do malolatow spiewajacych rocka. Czasem jest jakas
wieksza impreza. Oczywiscie, kolo Adasia
kramy z kwiatami, pachnace.
Witalnosc, spotkanie mlodosci i tradycji,
swoboda i elegancja, "zbijanie gruch" -
taki jest Krakowski Rynek.

Warto takze przejsc sie na Maly Rynek,
koniecznie zaulkiem Sw. Barbary.
Polecam tez wizyte na Placu Sw. Ducha,
z ladnym, secesyjnym Teatrem Slowackiego,
kontrastujacym z surowym kosciolkiem
Sw. Krzyza. Ten ostatni ma unikalne
sklepienie palmowe. Uwaga na lokal
"Pod Chocholami" na tylach teatru, chyba
ze lubisz tez chlopcow.

W nieco inna strone, warto wpasc do Collegium
Maius UJ, ktore klimatem dorownuje dostojnym
College'om w Cambridge.

Koniecznie natomiast nalezy przejsc sie odcinkiem
Drogi Krolewskiej, od Rynku do Wawelu
(Florianskiej nie polecam). Na Placu Wszystkich
Swietych, do zobaczenia witraze Wyspianskiego w
jednym z kosciolow (ktorych w centrum jest chyba
wiecej niz sklepow monopolowych). Koniecznie trzeba
zboczyc z Grodzkiej na Placu Marii Magdaleny (uwaga,
nie wystraszyc sie Xiedza Skargi!!!) na Kanonicza,
najpiekniejsza chyba ulice miasta. Mozesz nawet
zamieszkac w hotelu Kopernik, niezle miejsce
(czy nie tam zatrzymal sie Dubya?).

Wawelu przeoczyc nie sposob, ale zwroc uwage na
maly palacyk na Plantach (tzw. Maly Wawel),
bo tam bylo kiedys niezle przedszkole :))).
Koniecznie zobacz ziejacego ogniem (z
syberyjskiego gazu) Smoka Wawelskiego pod
Wawelem oraz niewielki pomnik psa na bulwarze,
po lewej (z daleka widac przede wszystkim pare
dloni, ktore tego psa otaczaja). Ten pies, Dzok,
to symbol wiernosci - czekal na swojego pana,
ktory zaslabl na Rondzie Grunwaldzkim
(a potem zmarl) przez wiele, wiele miesiecy,
nikomu nie dal sie wziac pod opieke,
w koncu zdechl biedny pies z frasunku.

Kazimierz, Synagoga, Skalka, to jest w kazdym
przewodniku. Ale, w wiekszosci nie ma o plaszowskim
kamieniolomie (nie mylic z Zakrzowkiem).
Niezwyklosc tego miejsca polega na jego dzikosci
oraz tym, ze do dzisiaj widac tam chodniki
wybrukowane kamieniami, z wyrytymi hebrajskimi
napisami, bo to sa nagrobne kamienie. Nielatwo
tam jednak trafic.

W Centrum jest kilka przyzwoitych muzeow, z
mniej znanych warto polecic "Dom Mehoffera"
(przy Krupniczej chyba), mnostwo niezlych
kawiarn i restauracji.

Poza centrum tez jest troche do zobaczenia.
Jako inzynier, powinienes odwiedzic
kombinat Nowa Huta, choc dzis juz nie dymi
tak malowniczo, jak drzewiej bywalo...
Jesli lubisz sporty ekstremalne, to mozesz
pobladzic wieczorem po nowohuckich
osiedlach, najlepiej z komorka na wierzchu.

Na miejscu innego zakladu przemyslowego -
Solvay - jest dzis hipermarket, multikino
i nowa Bazylika Milosierdzia Bozego. Musisz
tam byc! A propos, w Solvayu pracowal
niegdys Karol Wojtyla. Mieszkal chyba
wtedy w suterynie takiego malego domku
przy nadwislanskim prawobrzeznym bulwarze,
powyzej Mostu Debnickiego. Warto sie przejsc
tym bulwarem, az w okolice naprzeciw
Salwatora, ladny widok na klasztor
Karmelitanek. Idac w druga strone mozna
dojsc do Centrum Kultury Japonskiej, moze
bedzie akurat jakas niezla wystawa?

Mozna sie takze przejechac do Tynca
(benedyktyni na skale), jesli do Lasku
Wolskiego, to nie do zadnego ZOO, tylko
pod opactwo Kamedulow (kobiet tam nie
wpuszczaja poza 12 dniami w roku, chocby
dlatego warto odwiedzic), potem marsz na
Kopiec Pilsudskiego, stamtad na Kopiec
Kosciuszki.

Trzeba koniecznie zrobic wycieczke do
Wieliczki, a konkretnie do kopalni
soli. Pozostawia niezwykle wrazenia.




Temat: Paros
Ochy, achy i zachwyty zupełnie zasłużone, choć pracuje na nie głównie stolica
wyspy - Paroikia. Niewątpliwie jedno z najpiękniejszych miasteczek na
Cykladach. W kościele Ekatontapyliani byliśmy kilka razy szukając setnego okna,
odcisku w kamiennej posadzce stopy świętej Theoktisti - patronki wyspy.
Poszukiwaliśmy rownież płaskorzeźby przedstawiającej Izydora z Miletu - twórcę
kościoła Hagia Sofia w Konstantynopolu i Ignatiusa, ucznia Izydora, który był
twórcą tej katedry. A tak naprawdę, to podziwialiśmy tę piękną budowlę i jej
bardzo oryginalną dzwonnicę....i chłonęliśmy klimat Paroikii. A jest jeszcze i
ciekawe muzeum archeologiczne z kilkoma bardzo(!) ciekawymi eksponatami. Jest
jeszcze kastro zbudowane z materiałów pochodzących ze starożytnych świątyń
Apollina i Demeter, wiele bardzo ciekawych kościółków, wiele bardzo dobrych
restauracji (jedna szczególna, bo jadały w niej i koronowane głowy, i znani
artyści, i politycy z pierwszych stron światowych gazet, i my...też), sporo
dobrych tawern.
Przewędrowaliśmy niemal wszystkie plaże na wyspie. Jedne lepsze, inne gorsze.
Łącznie z tą najciekawszą - Colimbithres. Colimbithres znajduje się w zatoce w
pobliżu Noussa i jest plażą bardzo oryginalną ze względu na bardzo ciekawe
formy skalne a zatoka przy niej jest wymarzonym miejscem na wczasy dla ludzi z
malymi dziećmi. Zatoka wielka i płytka. Można wyjść kilometr w wodę a ona sięga
niewiele powyżej kolan.
Noussa przez wielu uważana jest za jedną z najpiękniejszych wiosek rybackich,
choć na mnie aż takiego wrażenia nie zrobiła. Reklamowany powszechnie festyn w
dniu 23 sierpnia w rocznicę obrony wyspy przed najazdem pirata Barbarossy można
sobie podarować. Wielki festyn na małym podwórku. No, chyba, że ma się ochotę
na oglądanie greckich tańców i słuchanie greckiej muzyki w oryginalnym wydaniu.
Wtedy polecam.
Mozna wybrać się do doliny moty Petaludes, choć z małymi dziećmi może to być
kłopotliwe.
Będąc na Paros koniecznie trzeba wybrać się tramwajem wodnym na sąsiednią
wysepkę Antiparos, bo to wyspa i urokliwa i cicha. Urokliwe jest miasteczko
Antiparos. Wyspa posiada ładne plaże a jej największą atrakcją jest grota
stalaktytowo - stalagmitowa (tylko nie dajcie się namówić na przejażdżkę na
osiołkach od końcowego przystanku autobusu do jaskini, bo to raptem ze
trzydzieści metrów a cena 5 euro).
Na wyspę zdecydowanie warto pojechać!
Jak na każdą grecką wyspę także i tutaj można pojechać "w ciemno", bez
wcześniejszych rezerwacji. Ryzyko praktycznie nie istnieje. Zawsze i wszędzie
znajdziecie kwaterę jaka będzie Wam odpowiadać. W czasie pobytu "stacjonarnego"
(bo byłem na tej wyspie również wielokrotnie w ramach pobytu "jachtowego")
mieszkaliśmy w małym hoteliku "Dina" położonym w centrum Paroikii, bo tak sobie
wymyśliliśmy, że tak chcemy. Wbrew obawom związanym z jego położeniem przy
głównym deptaku, w hoteliku było bardzo cicho i spokojnie. Hotelik był bardzo
czyściutki a gospodyni niesłychanie miła.

Doceniając niewątpliwe zalety wyspy Paros proponowałbym Wam jednak wybranie
sąsiedniej wyspy Naxos. Co ja się już na temat tej wyspy tutaj napiałem....
wystarczy sięgnąć do wyszukiwarki.



Temat: Kto jest autorem?GORZOW wikipedia.pl do psychiatry
Kto jest autorem?GORZOW wikipedia.pl do psychiatry
Juz nieco zmienione, ale tak przez dlugi czas prezentowano Gorzow... BIURO
PROMOCJI?? jakis domorosly regionalista mamator?
KTO BYL AUTOREM tych BZDUR???
ponizej orginalny tekst - sami zobaczcie

pl.wikipedia.org/wiki/Gorz%C3%B3w_Wielkopolski
Przemysł: zakład produkcji podzespołów do samochodów Volkswagen, fabryka
obuwia BAMA;
Wyznania: katolicy (obrządku rzymskiego i greckiego), prawosławni, luteranie,
baptyści, Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Wiary (w Gorzowie funkcjonuje
redakcja ogólnopolskiego magazynu "Absolutnie Fantastyczne", należącego
formalnie do jednego z kościołów lokalnych tego związku wyznaniowego) i inni.
Gorzów współpracuje z wieloma miastami europejskimi i podejmuje szereg
działań na rzecz integracji europejskiej. W 1999 r. został otwarty Ośrodek
Kultury Francuskiej Allian?e Francais. Nasze działania zostały dostrzeżone na
forum Unii Europejskiej, czego wyrazem było uhonorowanie Gorzowa we wrześniu
1999 r. Dyplomem Rady Europy. Jesteśmy również laureatami ubiegłorocznego
konkursu " Miasto a wymagania Unii Europejskiej" zorganizowanego pod
patronatem Komisji Europejskiej. Wyniki badań potwierdziły nasze duże
zaangażowanie i spore osiągnięcia w dostosowaniu miasta do europejskich
standardów w ochronie środowiska.
Gdy na początku lat pięćdziesiątych trzynastego wieku, Konstancja -
księżniczka z Kasztelanii Santockiej, córka Przemysła I, księcia
Wielkopolskiego - brała ślub z Konradem, synem margrabiego brandenburskiego
Jana, jako posag w swój związek wniosła ziemie na zachód od kasztelanii. 2
lipca 1257 roku niemiecki rycerz Albreht de Luge został upoważniony przez
margrafa Johanna I z dynastii askańskiej do założenia na tamtych terenach
miasta o nazwie Landisberch Nova (Landsberg Nowy, dla rozróżnienia z innym
Landsbergiem, w centralnych Niemczech). Landisberch rychło staje się bardzo
ważnym ośrodkiem kulturowym i handlowem wschodnich Niemczech - stanowi on oko
na świat cesarstwa. Wraz z założeniem miasta zbiegła się budowla wspanialej
gotyckiej katedry, która po dziś dzień jest miejscem nabożeństw. W 1433 r.
przeżył oblężenie husytów, w XVII wieku przez kilkadziesiąt lat znosił
szwedzka okupację, utrzymywał wojska rosyjskie w wojnie 7-letniej, opłacał
się kontrybucją armii Napoleona.
Do najważniejszych przedwojennych osobistości Landsbergu należą: Max Bahr
(właściciel fabryki worków jutowych, właściciel Pałacu Ślubów, sponsor
budowli łaźni miejskiej, która działała jeszcze na początku XXI wieku),
inżynier Pauksch (projektant fontanny na Placu Katedralnym, właściciel
pałacyku przy Parku Róż, w którym obecnie swoją siedzibę ma Biblioteka
Miejska), inżynier Schroeder.
Położenie miasta u ujścia Kłodawy (Kłodawki) do Warty na skrzyżowaniu wodnych
i lądowych szlaków komunikacyjnych, dawało dogodne warunki do rozwoju
urbanizacji i powiększania miasta, które rozkwitało dzięki pracy kupców i
rzemieślników. Doprowadziło to do ogromnego rozrośnięcia się miasta i
przybrania jeszcze wiekszej wartości ekonomiczno-strategicznej. Na początku
zeszłego wieku architektura kamieniczek Landsbergu była uznawana za jedną z
najpiękniejszych i najbardziej wartościowych w centralnej Europie.
30 stycznia 1945 roku, po wejściu do Landsbergu wojsk radzieckich, miasto
zostaje w ramach "wyzwolenia" spalone i zrujnowane, a nazwa zostaje zmieniona
na Gorzów Wielkopolski. Ludność, która nie zdążyła uciec przez armią
rosyjską, zostaje wysiedlona na Syberię.
Od roku 1997 Gorzów jest stolicą województwa lubuskiego.
Okolice Gorzowa to region bardzo atrakcyjny dla miłośników przyrody i osób
chcących odetchnąć od wielkich miast i spędzić czas na łonie natury. Każdy
turysta znajdzie tu wytchnienie nad setkami jezior, otoczonych tysiącami
hektarów lasów i puszcz (największą jest Puszcza Gorzowska).
Zaledwie 50 km od miasta znajduje się największy w Europie rezerwat
nietoperzy, a także rezerwat ptactwa wodnego (Słońsk). W samym mieście parki
stanowią ważny element zieleni i służą mieszkańcom jako miejsce wypoczynku i
rekreacji. Gorzów posiada 12 parków o powierzchni 128 ha oraz zieleńce
zajmujące powierzchnię około 53 ha, które okalają tereny wokół placów,
budynków i narożniki ulic. Największym z parków jest Park Słowiański, o
powierzchni łącznej przekraczającej 35 ha. Wiele tu zabytków
charakteryzujących się różnymi stylami architektonicznymi. Po ich zwiedzeniu
można odpocząć; w gorzowskich kawiarenkach, pubach lub zjeść; obiad w
restauracjach serwujących m.in. tradycyjną kuchnię polską. Turysta
odwiedzający dzisiejszy Gorzów z pewnością odnajdzie tutaj miejsca o
niepowtarzalnym uroku oraz spędzi chwile, które zawsze będą wywoływać; miłe
wspomnienia i chęć; do ponownego odwiedzenia miasta parków i ogrodów.




Temat: Nowy Targ- Dalej nowy czy wreszcie historyczny ???
Nowy Targ- Dalej nowy czy wreszcie historyczny ???
Szanowni forumowicze !

Jestem nową osobą na forum, niemniej chciałbym od razu
poruszyć wg mnie niezmiernie ważny temat- mianowicie naszego
pierwszego historycznego rynku - Nowego Targu . Jest to jeden z
placów na terenie wrocławskiego starego miasta, które niestety nie
doczekało się w przeciwieństwie do rynku głównego i placu solnego
odbudowy, a która znalazła się w planach odbudowy powojennej jednak
nie została zrealizowana przez powojenne władze Polski. Pragnąłbym
od razu zaznaczyć, iż jestem maniakiem starej architektury i dla
mnie absolutnie ten plac powinien zostać odbudowany w stylu
nawiązującym do pierwotnej zabudowy, a nie jak przewiduje jedna z
koncepcji "fantazjujacym". Jest to niezmiernie ważny punkt po drodze
z rynku do ostrowa tumskiego, który niestety zwiedziając miasto lub
pokazując znajomym z innych rejonów świata stara się omijać, gdyż
zabudowa, która obecnie otacza ten niegdyś przepiękny plac jest
ogólnie rzecz biorąc moim zdaniem okropna. Niemniej moim zdaniem
odbudowa nie powinna dotyczyć samego Nowego Targu, ale oczywiście co
najmniej paru przyległych ulic, aby stworzyć jakiś ciąg pasującej do
siebie zabudowy mam tu na myśli ulice Kuźniczą,Wita Stwosza (Po co
było malowac ten blok naprzeciw kościoła Św. Marii Magdaleny jeśli
można byłoby go zburzyć i zastąpić czymś pasującym :)), Kotlarską,
Krowią, Św. Katarzyny, Nożowniczą, Jodłową i Łaciarską. Plan
naprawdę rozbudowany, ale myślę, iż godny naszego pięknego miasta i
zadań, które sobie stawia:) Skoro organizujemy EURO 2012, i
starujemy do organizacji EXPO 2012 to trzeba by w związku z tym coś
w naszym centrum zrobić :) I myślę, że to byłby fantastyczny pomysł
na początek -bo owszem rynek mamy pięny, ale nie można ciągle tylko
w ścisłym centrum inwestować, ale trzeba wyjść dalej:) Pomyślcie
proszę jak cudnie byłoby mieć Nowy Targ i okoliczne ulice odbudowane
w stylu historycznym i móc przejśc od Pl.Solnego przez Rynek, Nowy
Targ, aż do Ostrowa ślicznymi wąskimi uliczkami, a nie obok
rozsianych bloków tak samo wyglądających w dodatkych tworzących
obrzydliwe pustki i odstępy w zabudowie. Nie oszukujmy się:
Kraków ma stwoje budowle historyczne i go w tym nei prześcigniemy bo
co nam zburzono to nam zburzono, ale mieszkańcy Wrocławia
pomyślcie !!!
Skoro aktualnie w stanie, kiedy nasze miasto nosi blizny po
doświadczeniach wojennych jesteśmy stawiani na równi w szeregu
najpiękniejszych miast z krakowem, który żadnych zniszczeń nie
doznał, a w opiniu wielu Wrocław to najpiękniejsze miasto, to
przedsięwzięcie takie o jakim tu wspomniałem miałoby ogromny wpływ
na wizerunek miasta i sądze, iż wówczas palma pierwszeństwa w
PIĘKNOŚCI -obiektywnie byłaby neizaprzeczalna (podkreśłiłem słowo
piękności, nie wartości bądź historyczności -bo tu już niestety nic
się ne da zrobić :( )
Chciałbym wszystkich forumowiczów poruszyć do dyskusji i kto wie
może do jakichś konkretnych działań, ponadto śledzić na bieżąco
sytuację, gdyż narpawdę rzadko jesteśmy informowani co w tej sprawie
się dzieje. ZAPRASZAM DO DYSKUSJI !!!



Temat: Czy Lwow jest Polski ?????????
Gość portalu: schlesier napisał(a):

> Gość portalu: Janek napisał(a):
>
> > W Niemczech masz wiele zabytkow z 8,9 i 10 wieku i to murowanych.A na
> ziemiech
> > polskich?Historia Polski zaczela sie setki lat pozniej niz w Niemczech.I s
> tad
> p
> > rzewaga cywilizacyjna ziem opanowanych przez Niemcow trwa od poczatku
> panstwowo
> > sci polskiej.Tu nie chodzi o 18 czy 19 wiek.
> Tak się składa, że zabytki te znajdują sie w zachodnich i środkowych Niemczech.
>
> w byłym DDR, na Śląsku czy Pomorzu takich budowli nie uświadczysz zresztą
> tereny te nie należały wtedy do Niemiec. Z pewnością gdzieś do XIV wieku Niemcy
>
> jako całóść stały wyżej cywilizacyjnie niż ich wschodni i północni sąsiedzi ale
>
> później sytuacja się wyrównała. Jeśli twierdzisz, że było inaczej podaj
> przykłady. Ja twierdzę, że taka powiedzmy Wielkopolska czy Małopolska w XV czy
> XV wieku były może trochę zapóźnione w stosunku do Nadrenii ale z całą
> pewnością nie ustepowały Brandenburgii czy Bawarii a od Meklemburgii, Pomorza
> Zachodniego czy Prus Wschodnich stały nawet wyżej. Zresztą gdyby oceniać
> cywilizacje kraju na podstawie zabytków to może się okazać, że Anglicy, Szwedzi
>
> czy Norwegowie byli kiedyś barbarzyńcami. Porównaj sobie choćby zabytki
> barokowe w Polsce z tymi ze Szwecji. Przekonasz sie wtedy gdzie był wyższy
> poziom. Najlepszym zresztą dowodem, że najpóźniej od XV wieku trudno mówic o
> jakiejś wyraźnej przewadze kultury niemieckiej nad polską jest polonizacja
> niemieckich dotychczas miast jak Kraków, Lwów, Lublin, Łańcut, Nowy Sącz i
> wiele innych a także niemieckich wysp językowych w Małopolsce oraz niemieckiej
> szlachty w Prusach Królewskich i Inflantach. Do tego czasu Niemcy się nie
> polonizowali bo rzeczywiście uważali sie za lepszych a przecież ktos uważający
> się za lepszego nie będzie dobrowolnie przejmował języka i kultury gorszego.
> Ale właśnie w momencie kiedy Polacy staneli mocno na nogach, stworzyli potężne
> państwo i kwitnąca kulturę wtedy Niemcy zaczęli porzucac swoją kulture i język
> i przyjmowac kulture i język polski. Cywilizacji nie nalezy poza tym mieszać z
> poziomem zycia. W Polsce gdzie było więcej wolnej ziemi, mniejsze zagęszczenie
> ludności było wtedy znacznie mniej klęsk głodu czy zaraz niż w Europie
> Zachodniej a ogólny poziom zycia był wyższy. Stąd się tez zresztą brała masowa
> emigracja niemiecka na ziemie polskie od XIII wieku aż po rozbiory. Przecież ci
>
> Niemcy nie przyjeżdżali chyba do Polski, żeby sobie pogorszyć swoje życie tylko
>
> poprawić. Polacy natomiast do Niemiec wtedy nie migrowali bo i po co.

Z tym zasiedlaniem miast polskich jal Krakow przez Polakow to cos na podobienstwo zasiedlania niemieckich miast przez Turkow.W niektorych dzielnicach miast w Ruhry jest ich juz ponad 50%.I jak te miasta wygladaja?
Tragizm w Europie.To male Turcje,syyyf.I moze to zasiedlanie miast polskich przez Polakow spowodowalo ten efekt,ze te ziemie biednialy.Bo patrzac na zabytki niemieckie na przelomie wiekow,to sa duzo bogatrze i w duzo wiekszej ilosci niz w Polsce.Mimo ,ze byly to czesto male Krolestwa czy ksiestwa,a nie wielkie panstwa jak np Polska,gdzie krola stac bylo by nawet na zamek typu Wersal.W Polsce tego rozmachu nie ma.Najpiekniejsze polskie zamki stoja na Ziemiach poniemieckich.Malbork ,najwiekszy gotycki zamek na swiecie wybudowali w 13 wieku Niemcy.Jak juz wtedy mieli odwage takie cos budowac,to nie dziwi,ze Niemcy i pozniej w wielu innych dziedzinach byli pierwsi lub jedni z pierwszych.
I to zostalo do dzis.1000 lat temu Polacy uczyli sie od Niemcow,ich pierwszy krol otrzymal korone z rak niemieckiego cesarza,a dzis beda robic to samo a akt przynaleznosci do Unii wreczy im kanclerz niemiecki.I to co niektorzy twierdza,Niemcy moze lepsi w 10 wieku,potem dlugo my Polacy bogaci i dopiero ostatnie 50 lat z powodu Marshalla my biedniejsze niz Niemce,to lanie wody i dodawanie sobie otuchy.



Temat: Beaulieu sur mer - obok Nicei
Beaulieu jest polozone na miejscu uprzednio zajmowanym przez osade
prehistoryczna i antyczny port grecki Anao. Miasto to zostalo potem
powiekszone przez Rzymian ktorzy wybudowali tu wille z marmuru ozdobione
mozaikami. Miasto zostalo zburzone w 3 wieku, a w 4 zbudowano tu maly klasztor
ktorego pierwszym opatem byl swiety Hospicjusz (?)Lombardczycy zniszczyli
klasztor w 6 wieku, a mieszkancy schronili sie na urwisku plaskowyzu St-
Michel, z ktorego zeszli na obecny teren miasta dopiero pod koniec 13
wieku.Powstale w 12 wieku i "sfrancuzione" po 1860 przez zdobycie nazwy
Beaulieu, miasto zostalo nazwane Bellolocco przez Bonapartego ktorego
zachwycil urok okolicy.
1860 - Beaulieu, miasto regionu Villefranche, przyciaga za pomoca drogi i
kolei Anglikow, Francuzow, Rosjan de Ghota (?) ,koronowane glowy. Mieszkancy
miejscowosci widza w tym konkretyzacje przeznaczenia miasta - turystyke zimowa.
1891 - Beaulieu staje sie komuna odrebna od Villefranche. W tym czasie miasto
przyciaga wielu znanych ludzi zachwyconych tym miejscem spotkan elity.
Najslynniejsi z nich to : Leopold II, WilhelmII, Pierwszy ksiaze DE
GALLES, krolowe Wloch i Portugalii, Markiz SALISBURY (Premier wielkiej
brytanii),MARINONI ,Théodore REINACH
(archeolog ktory stworzyl Villa Kérylos), Gordon BENNETT
(wlascicielNew York Herald), Ksiezniczka GALITZINE, Hrabia TOLSTOI,
Gustave EIFFEL.
Pierwsza wojna swiatowa powoduje znikniecie najswietniejszych gosci,
turystyczna pozycja miasta nie slabnie. Wprost przeciwnie, jego renoma rosnie
i miasto przyjmuje nowych monarchow i ksiazeta krwi :Gustawa 2 ze
Szwecji,Helene z Wloch,Elzbiete z Belgii i Leopolda 3.
W okresie miedzywojennym ewolucja socjologiczna i ekonomiczna stwarza nowy
obiecujacy sezon letni. Slonce ma nie tylko przygrzewac zima, ale i opalac
latem.
1991 to obchody stulecia Beaulieu.
Miasto jest polozone miedzy Niceja a Monako.Jest to wspanialy region gdzie
morze i gory niemal sie stykaja.Wybrzeze obsadzone palmami i bujna roslinnosc
czynia z tego miasta jedno z najpiekniejszych na lazurowym wybrzezu.
Podczas "belle epoque' miasto goscilo najslynniejsze koronowane glowy. Posiada
ono rowniez wielkie dziedzictwo architektoniczne :La Rotonde, le Bristol, le
Casino, la Villa Grecque Kérylos, le Palais des Anglais, le Kiosque à
musique...
Beaulieu sur mer posiada 2 porty . Jeden z nich, turystyczny o renomie
miedzynarodowej moze pomiescic 800 statkow. Mozna tam nie tylko robic zakupy,
ale tez milo spedzac czas w kawiarniach i restauracjach. Maly port polozony w
Zatoce Mrowek tez urzeknie was swym urokiem.
Jako prawdziwe letnie miasto turystyczne Beaulieu sur Mer ma 2 plaze, "mala
afryke" i "zatoke mrowek".
Wizyta slynnej Villi Kérylos, doskonalej rekonstrukcji antycznej budowli
greckiej pozostawia niezapomniane wrazenia.

Oufff, to chyba wszystko, przepraszam jezeli niektore zdania nie sa zbyt "po
polsku" , nie mam wprawy w tlumaczeniach




Temat: Niech pan to zrobi, panie prezydencie
Projekt dyplomowy Magdaleny Elżanowskiej
Znalazłem!

Może wykorzystać któreś z tych propozycji? Ciekaw jestem, co robi dziś p.
Elżanowska? Czy jest "wziętym" architektem? Może wystartuje w konkursie na
koncepcję zagospodarowania terenu wokół Piotrówki? Powodzenia!

miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,341997.html
Radomianka Magda Elżanowska napisała pracę magisterską o tym, jak
zagospodarować Piotrówkę

Grzegorz Rzeczkowski2001-07-08, ostatnia aktualizacja 2001-07-08 18:45

Wybudowanie m.in. centrum kongresowego, muzeum archeologicznego i
przyrodniczego proponuje Magda Elżanowska w swej pracy magisterskiej, zarazem
projekcie zagospodarowania terenów wokół Piotrówki.
Miałyby one stanowić część centrum edukacyjno-rozrywkowego, które zajęłoby całą
powierzchnię niezagospodarowanych łąk i torfowisk w dolinie rzeki Mlecznej.
Tereny te bowiem ze względu na swą historię sięgającą VIII wieku oraz
usytuowanie w centrum Radomia są wymarzonym miejscem na proponowaną przez nią
inwestycję. Teraz jednak jest to zaniedbany obszar miasta, o czym pisaliśmy w
ubiegłym tygodniu w "Gazecie".

"Pragnęłam stworzyć miejsce dla ludzi z różnych środowisk, o różnej zamożności
i pochodzeniu. Miejsce, w którym mieliby oni okazję spotykać się towarzysko,
spacerować, zapoznawać się z historią Radomia i jednocześnie kontemplować jeden
z najpiękniejszych widoków miasta" - pisze Elżanowska w swym opracowaniu
powstałym na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.

Plac szumów

W jej projekcie cała zaniedbana i zapomniana okolica Piotrówki przekształciłaby
się w park o powierzchni prawie 80 ha. Jego oś wyznaczać miałaby aleja główna o
długości bez mała kilometra, prowadząca aż po samo grodzisko. Odchodzące od
niej alejki prowadziłyby do rozmaitych budowli na terenie parku. Wejście
zlokalizowane zostałoby od ulicy Maratońskiej. Po przekroczeniu bramy,
odwiedzających czekałaby pierwsza atrakcja: plac szumów, którego część byłaby
pod wiaduktem ulicy Maratońskiej. Na sąsiadującym z placem odcinku Mlecznej
zatopione zostałyby rozmaite instalacje, które poruszane prądem wody wydawałyby
owe szumy. Zróżnicowanie doznań dźwiękowych można osiągnąć przez wylanie
nawierzchni ze specjalnego betonu, który wzmacniałby odgłos kroków.

Lustra i róża wiatrów

Idąc dalej w kierunku grodziska szeroką na sześć metrów aleją (obok wyznaczono
ścieżkę rowerową) mijalibyśmy plac luster. Jego centralny punkt stanowią trzy
okresowe jeziorka, których wyschnięte dna są miejscem ekspozycji najciekawszych
rzeźb ze zbiorów Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Po opuszczeniu placu luster
docieramy do placu róży wiatrów, z którego promieniście rozchodzą się alejki. W
środku placu róży wiatrów stanąłby zegar słoneczny, a jego nawierzchnia to
właśnie róża wiatrów wyznaczająca strony świata. Jeśli poszlibyśmy w kierunku
Piotrówki, naszym oczom ukazałoby się coś w rodzaju drugiego Biskupina. Autorka
proponuje bowiem rekonstrukcję fosy i palisady otaczających grodzisko, a
ponadto odtworzenie układu przestrzennego osady. Od strony północno-wschodniej
do grodziska prowadziłaby drewniana droga.

Z tego miejsca po przekroczeniu Mlecznej można się wybrać do wioski
rzemieślniczej, gdzie w odtworzonych zagrodach organizowane byłyby pikniki
archeologiczne, podczas których można by się nauczyć np. lepienia glinianych
garnków lub wykuwania mieczy. Obok przewidziano stadninę koni. Oferowałaby ona
przejażdżki konne po terenie parku, oczywiście po specjalnie wybudowanych
ścieżkach do jazdy konnej.

A dach rośnie i rośnie

Dalej w kierunku centrum Radomia usytuowane zostałoby Muzeum Przyrodnicze wraz
z oranżerią. Największą ekspozycją muzeum byłby park traw oraz ogród kaktusów.
Ponadto na wzór ogrodów botanicznych hodowane byłyby tam rośliny rodzime i
egzotyczne. Tuż przed ulicą Okulickiego znajdowałoby się Centrum Kongresowe z
dachem pokrytym bujną roślinnością. Tego typu rozwiązanie wykorzystali np.
projektanci nowego gmachu biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W centrum
kongresowym miałyby się znajdować sala widowiskowa na 500 miejsc, sale
wykładowe, bary, restauracje oraz hotel, w którym mogłoby się zatrzymać nawet
300 osób. Ponadto centrum pełniłoby rolę handlową i administracyjną.

To co z wykopalisk

Za wzniesieniem Piotrówki, od strony centrum, powstałoby Muzeum Archeologiczne,
gdzie eksponowano by m.in. znaleziska pochodzące z badań archeologicznych
Piotrówki. A także inne zbiory odkryte podczas wykopalisk prowadzonych na
terenie Radomia i okolic.

Projekt nie zapomina oczywiście o zmotoryzowanych turystach. Na terenie parku
powstałoby kilka parkingów.